Na motocyklu szlakiem Orlich Gniazd – Ogrodzieniec, Smoleń i Bydlin

Jedną z bardziej irytujących rzeczy latem jest siedzenie w pracy, kiedy na zewnątrz panuje piękna pogoda, tak bardzo zachęcająca do ruszenia motocyklem w trasę… Ale nic straconego, bo popołudniem zawsze można wyskoczyć na szybki wypad po okolicy, w której się mieszka. Pewnie każdy z nas zna kilka miejsc, które warto komuś pokazać, a trasa nie zajmuje więcej niż kilka godzin. My tym razem postanowiliśmy ruszyć na motocyklu szlakiem Orlich Gniazd.

Na motocyklu szlakiem Orlich Gniazd

Godzina 16 nie jest najlepszą godziną, żeby gdziekolwiek się wybierać, po dłuższej chwili zostawiliśmy za sobą zakorkowane jak zawsze o tej porze dnia Katowice i odbiliśmy z krajowej 94-ki na mniej uczęszczaną, lecz bardzo malowniczą, wojewódzką trasę 790. Zaraz za wsią Niegowonice droga do Ogrodzieńca prowadzi przez Wzgórze Kromołowiec, tworząc tu świetne serpentyny przypominające górskie trasy. Warto się tutaj zatrzymać na chwilkę, ze szczytu rozpościera się przepiękny widok na okolicę. Przy dobrej pogodzie można stąd zobaczyć Pustynię Błędowską, Rabsztyn i Ogrodzieniec, który zresztą był naszym następnym przystankiem.

Zamek Ogrodzieniecki, czyli mały Wawel

Zamek Ogrodzieniecki wzniesiony za czasów króla Kazimierza Wielkiego to największy i najbardziej znany obiekt zamkowy w Śląskim, a także najpopularniejszy ze wszystkich zamków Orlich Gniazd. Prawdziwa perełka w koronie. Widok zbudowanej w XIV wieku budowli po dziś dzień zapiera dech w piersiach. Za czasów panowania Bonnerów zamek przeżywał swój rozkwit. Seweryn Bonner i jego żona Zofia Bethmanówna po połączeniu swoich majątków, postanowili przebudować zamek w Ogrodzieńcu tak, by stał się bardziej przytulny. Miał być dla nich nowym domem, dlatego też młodzi małżonkowie rozebrali stare, ciężkie, gotyckie mury i zamienili posępną warownię we wspaniałą renesansową rezydencję.

Mówiło się o nim „mały Wawel”. Wypełniony pięknymi arrasami, gobelinami, mahoniowymi i hebanowymi meblami, tylko wielkością ustępował królewskiej rezydencji. Bonerowie wyposażyli go w najcenniejsze przedmioty sprowadzane z zagranicy. Późniejsi właściciele rozbudowali zamek o skrzydło zachodnie, Kurzą Stopę oraz wczesny bastion – beluard. Była to druga taka budowla w Polsce. Niestety wszystko, co dobre, szybko się kończy i w 1587 budowla roku została zdobyta przez Maksymiliana Habsburga, wycofującego się spod Krakowa. Chyba na osłodę po porażce pod Wawelem. Później nieco zapomniany odżył podczas władania nim przez Jana Firleja, który zmienił jego wnętrze na barokowe. Zniszczony i splądrowany dwukrotnie przez Szwedów był świadkiem czasów świetności, jak i upadków, Polski. Najpiękniejszy z Orlich Gniazd, zapomniany i zniszczony czekał na lepsze czasy.

Na motocyklu szlakiem Orlich Gniazd

Zamek w Ogrodzieńcu – na filmowym planie

Jako piękne, malownicze ruiny był niejednokrotnie doceniany przez scenarzystów, między innymi w 1973 roku zamek posłużył jako cześć plenerów filmowych do serialu „Janosik” i adaptacji kinowej „Zemsty” Aleksandra Fredry. W 1906 roku Aleksander Janowski założył Polskie Towarzystwo Krajoznawcze, a inspiracją do tego był właśnie widok warowni, która też stała się symbolem organizacji, istniejącej do dnia dzisiejszego pod nazwą PTTK.

Na motocyklu szlakiem Orlich Gniazd

Legenda o diable i czarnym psie, co na Ogrodzieńcu mieszkali

Ze starymi, średniowiecznymi murami są też związane legendy. Najbardziej znana jest o Czarnym Psie. Podobno pojawia się niekiedy nocami, biegając po murach i wokoło ruin zamku, ciągnie za sobą ciężki łańcuch. To podobno dusza kasztelana krakowskiego Stanisława Warszyckiego, zwanego również diabłem. Co ciekawe, kasztelan straszy nie tylko w Ogrodzieńcu, ale także niedaleko ruin zamku w Dankowie, tym razem jako jako jeździec bez głowy.

Stanisław Warszycki, był człowiekiem zamożnym, ale złego charakteru. Srogi i nielitościwy był zarówno dla służby jak i dla swoich kolejnych żon. Jedną ponoć za niewierność żywcem zamurował i wysadził tę część zamku, inną chłostał publicznie. Dopóki… nie spotkał swojej Heleny i nie został pantoflarzem. Jednak na starość co złe, to wróciło. Obiecawszy swej córce Barbarze część swego ogromnego majątku jako posag, nie podarował jej nic. Bo chciwy był. Podobno do dziś pilnuje swoich skarbów, których dotąd nikt nie odnalazł. Podczas księżycowych nocy pojawia się pod postacią czarnego psa, obwiązanego brzęczącym łańcuchem, pilnującego dostępu do swoich kosztowności.”

Zamek Smoleń, czyli rzecz o trzech Tatarach i ukrytych skarbach

Następny przystanek, to oddalony o niecałe 13 kilometrów zamek w miejscowości Smoleń. Mocno zrujnowana, ale posiadająca swój urok, budowla stoi na wysokim wzniesieniu porośniętym lasem. Niestety wejście na teren możliwe jest do godziny 18.00, my pojawiliśmy się tam ponad godzinę później, ale i tak warto było tam podjechać, aby przejść się dookoła ruin podziwiając zamek i jego otoczenie. Warownia, której ruiny możemy oglądać do dzisiaj, została wzniesiona w stylu gotyckim w połowie XIV w., najprawdopodobniej przez Ottona z Pilczy herbu Topór i zastąpiła istniejącą tu, być może wcześniej, drewnianą strażnicę. Została zniszczony podczas potopu szwedzkiego, a dzieła dokończyli Austriacy, którzy w 1797 roku używali kamienia z murów do budowy komory celnej w Smoleniu. Później budowlę już tylko go uporządkowano i zabezpieczono jako trwałą ruinę.

Na motocyklu szlakiem Orlich Gniazd

Jak chyba każdy zamek w Polsce, również i zamek w Smoleniu ma swoją mroczną legendę. Ta mówi o wziętych w niewolę Tatarach, którzy mieli wykopać głęboką studnię. Na jej dnie, przypuszcza się, że istnieje sieć jaskiń, które łączą się ze sobą korytarzami. Łącznie jest ich około 50. Podobno, podczas kopania, Tatarzy trafili na boczny korytarz, w którym były ukryte wielkie skarby. Niewielu o nim wiedziało, a Ci którzy, nie potrafili dochować tajemnicy, kończyli obok skarbów na dnie studni, by do końca swych dni ich strzec.

Zamek w Bydlinie – posesja nieślubnego syna Kazimierza Wielkiego?

Na koniec naszej krótkiej wyprawy zostawiliśmy sobie ruiny zamku rycerskiego w Bydlinie, również należącego do kompleksu Orlich Gniazd. Podobno jego pierwszym właścicielem był nieślubny syn króla Kazimierza Wielkiego, ile w tym prawdy, wiedzą zapewne tylko mury tej zniszczonej warowni. Na początku XVI w. zamek obronny został przebudowany na kościół, chociaż niektórzy uczeni uważają, że ta mała budowla w ogóle nie miała funkcji obronnych, tylko od zawsze była miejscem sakralnym. W 1655 r. kościół został zburzony przez Szwedów idących na Częstochowę. Kilkadziesiąt lat później został odbudowany przez Męcińskich. Pod koniec XVIII w. zamek został stopniowo opuszczony i uległ ruinie. Obecnie pozostały tylko ściany i stosy kamieni.

Na motocyklu szlakiem Orlich Gniazd

Spodobała się Wam wycieczka na motocyklu Szlakiem Orlich Gniazd? Koniecznie zajrzyjcie do naszego drugiego wpisu o zamkach Jury krakowsko-częstochowskiej. Do zobaczenia na trasie!

Może Cię również zainteresować

Comments (6)

Zamek ogrodzieniecki jest piękny!

W pełni się z tym zgadzamy! Warto dodać, że wciąż trwają też prace przy jego odnawianiu, dlatego warto co jakiś czas się tam pojawić 🙂

Przepiękna wyprawa z domowego fotela. Miło chociaż na chwilę oderwać się od codziennych obowiązków i … zwiedzać zakamarki naszego kraju. Zdjęcia jeszcze bardziej zachęcają do odwiedzenia tych malowniczych miejsc, gdzie towarzyszy im historia kraju. Pięknie i czekam na więcej <3 😉

Dzięki za miłe słowo, mamy też opis kolejnej części Szlaku Orlich Gniazd: https://mototrasa.pl/szlakiem-orlich-gniazd-czesc-2/
Z ostatnią wyprawą w tym cyklu czekamy na rozpoczęcie nowego sezonu motocyklowego 🙂

Miałam okazję tam być jako dziecko. Dziś już niewiele pamiętam. Pora się wybrać by znów wróciły wspomnienia tych dni. Pozdrawiam

Warto 🙂 na Szlaku Orlich Gniazd naprawdę dużo się zmienia

Zostaw komentarz