Podkarpacie to nie tylko Bieszczady

Posted by

Mamy już połowę września i trochę czasu minęło, kiedy to spędziliśmy jeden z pierwszych, sierpniowych weekendów, zwiedzając Podkarpacie. Tak to jest, kiedy nagle okazuje się, że przed urlopem musisz załatwić jeszcze tysiące spraw w pracy, i poza, i mówisz sobie, że na pewno znajdzie się chwilka, żeby wrzucić wpis podczas jednego z urlopowych wieczorów. Przecież zaraz ruszamy na wyczekane, dwutygodniowe, wakacje!

Otóż nie, w naszym przypadku zupełnie się to nie sprawdziło. 🙂 Urlop spędzaliśmy dość intensywnie, naszą trasę będziemy opisywać już wkrótce, i jeśli mieliśmy jakieś wolne wieczory to tylko dlatego, że już nie byliśmy w stanie zmusić naszych nóg, żeby się gdziekolwiek ruszyć, bo przecież na urlopie trzeba czasami też odpocząć. Dlatego dzisiejszy wpis będzie pachniał latem, mimo, że za oknem deszcz i jesień w pełnej swojej krasie.

Spójrzcie na Podkarpacie inaczej niż tylko przez pryzmat Bieszczad

Podkarpacie dla motocyklistów to głównie Bieszczady, bo lubimy fajne winkle i wąskie drogi, ale Podkarpacie ma dużo więcej do zaoferowania niż tylko tylko Bieszczady, które kochamy całym sercem i zawsze do nich wracamy z uśmiechem na ustach. Liczne pałace, ogrody, kościoły, ciekawe muzea, przepiękne wsie, wzdłuż których wystarczy pojeździć, do których nie zawsze dotarł XXI wiek, ale przede wszystkim wspaniali ludzie, życzliwi i otwarci. To wszystko czyni z Podkarpacia miejsce magiczne, wyjątkowe i nieco nostalgiczne. Starzy ludzie umierają, zapominają, młodzi ludzie zazwyczaj nie wiążą swojej przyszłości ze wsią, uciekają do większych miast, gdzie mają perspektywy i większe możliwości, czemu wcale się nie dziwimy.

My jesteśmy jeszcze z pokolenia, które pamięta prawdziwe żniwa, kiedy to cała rodzina się zjeżdżała, żeby pomóc, które pamięta zapach siania i frajdę, jaką sprawiało jeżdżenie na wozie. Wtedy wsie tętniły życiem, były wesołe, mimo, że ludzie byli zmęczeni ciężką pracą. Teraz piękne, ciche i smutne, czekają na dni, które już nigdy nie wrócą.

Czym może Was zauroczyć Podkarpacie? Muzeum Ziemi Leżajskiej

Odwiedzając Podkarpacie polecamy wybrać się do Leżajska. Leżajsk wydaje się być nieco przyćmiony przez pobliski Łańcut, ale warto zatrzymać się w nim i zobaczyć Muzeum Ziemi Leżajskiej. Zwiedzenie go nie zajmuje więcej niż godzinę lub dwie. Idealne na krótką wycieczkę, kiedy nie dysponujecie dużą ilością wolnego czasu lub na rodzinny wypad, bo nie zdąży zanudzić dzieciaków. Samo muzeum jest malutkie, ale wygląda tak jak powinno wyglądać muzeum. Interaktywne i zachęcające do poznania historii regionu, tradycji wytwarzania lokalnych, drewnianych zabawek i procesu warzenia lokalnego Leżajskiego Fulla. Do tego przemili i uczynni pracownicy – brawo Leżajsk. Dodatkowe plusy za pyszne, zimne piwo serwowane każdemu pełnoletniemu zwiedzającemu. W upalny dzień to był strzał w dziesiątkę. Oczywiście kierownik nie pił, plecaczek może, a co. 🙂

Muzeum znajduje się w starym Dworze Starościńskim. Pierwotny drewniany dwór składał się z domu starosty, odrębnego domu dla służby, licznych zabudowań gospodarczych: piekarni, browaru, słodowni, stajni, piwnic, były tu także łazienki i więzienie starościńskie. W 1609 roku Leżajsk i Dwór złupił słynny warchoł – Stanisław Stadnicki, zwany Diabłem Łańcuckim. W czasie potopu szwedzkiego, został złupiony i spalony, późniejsze najazdy tatarskie i przemarsze wojsk, doprowadziły dwór do ruiny.

Droga do domu – malownicza trasa przez Małopolskę

Jednak, co dobre, szybko się kończy, weekend minął zdecydowanie za szybko. Polatane po okolicznych wioskach, polach, pozwiedzane, więc z czystym sercem, mogliśmy wracać do domu. Postanowiliśmy wrócić do domu nieco inną trasą niż zazwyczaj. Większość motocyklistów, również i my, jadąc z Podkarpacia korzysta z wygodnej, choć ostatnio tez bardzo zakorkowanej, autostrady A4 lub malowniczej drogi przez Beskid, my tym razem postanowiliśmy pomknąć drogami na północy, a nie na południu od A4.

Polski Nil i Kolbuszowa

Pierwszy przystanek w miejscowości Kolbuszowa. Bardzo ładny rynek w sercu miasta zachęca do przerwy w podróży i odpoczynku w cieniu studni miejskiej. Co ciekawe, Kolbuszowa to jedyne miasto w Polsce leżące nad Nilem! Nie, nie jest to żart, przez miasto naprawdę przepływa rzeczka o nazwie Nil. Warto też będąc tutaj zwiedzić skansen eksponujący budownictwo Rzeszowiaków i Lasowiaków. Nam, tym razem, nie było to dane z powodu deszczowej pogody, która delikatnie mówiąc nie pieściła się z nami, poganiając do dalszej jazdy.

Minęliśmy Niwiska z ładnym XVI-wiecznym kościołem, Przecław wraz ze zbudowanym tam przez Ligęzów w połowie XV wieku zamkiem, a także Dąbrowę Tarnowską, na terenie której znajdziecie między innymi, piękny park pałacowy należący kiedyś do rodziny Lubomirskich i dojechaliśmy do Zalipia.

Malowana wieś – Zalipie

Zupełnie przypadkowo trafiliśmy kiedyś w sieci na krótki fotoreportaż z Zalipia. Przepiękne zdjęcia na tyle nas zaintrygowały, że nie zapomnieliśmy o Zalipiu i zawsze mieliśmy z tyłu głowy, że musimy je zobaczyć na własne oczy. Co ciekawe, Zalipie jest bardziej znane poza granicami Polski i nazywane najpiękniejszą polską wsią. Są tutaj jacyś fani Wiedźmina 3? Kojarzycie nazwę? 🙂 Wiecie, że twórcy gry, celowo lub nie, postanowili umieścić Zalipie w grze? Można wziąć w niej zlecenie na wykonanie zdania Wiedźmin jak malowany. Nie wydaje nam się, żeby to był przypadek, dlatego tym bardziej Zalipie wylądowało na naszej liście must to see. 🙂

Zwyczaj malowania wzorów na domach i zabudowaniach gospodarczych sięgał XIX wieku i dotyczył nie tylko Zalipia, ale również innych miejscowości Powiśla. To rodzaj ludowego zdobnictwa, który swój początek wziął w czasach kurnych chat. Nie było w nich komina i dym z paleniska uchodził przez otwór w dachu. Ściany robiły się momentalnie zakopcone, dlatego gospodynie malowały wapnem na ścianach białe plamy. Chciały w ten sposób rozjaśnić wnętrze.

Po upowszechnieniu się pieców z kominem takie same wzory zaczęły pojawiać się na piecach. Z czasem zastąpiły je proste motywy kwiatowe i geometryczne, które zaczęły pojawiać się również na ścianach i sufitach izb, a w końcu zaczęto również ozdabiać w podobny sposób ściany domostw i budynków gospodarczych.

Trochę historii o Zalipiu

Odkrywcą małopolskiego Zalipia był Władysław Hickel, który w 1905 roku zobaczył nad łóżkiem służącego dwie malowane na papierze makatki. Zaciekawiony motywami postanowił odwiedzić Powiśle Dąbrowskie, z którego pochodził służący. Jednak to nie Władysław Hickel przyczynił się do rozsławienia Zalipia, zrobiła to dopiero uzdolniona Felicja Curyłowa – utalentowana malarka i świetna organizatorka, ówczesna pani manager Zalipia. 🙂 To z jej inicjatywy zorganizowano po II wojnie światowej pierwsze edycje konkursu „Malowana Chata”. W ostatnich latach swojego życia Curyłowa włożyła wiele wysiłku, aby w Zalipiu powstał Dom Malarek.

Malowany dom Felicji Curyłowej jeszcze za jej życia odwiedzany był przez liczne wycieczki i turystów. Zagroda do dziś zachowała się w autentycznej postaci, w jakiej istniała za życia artystki. Obecnie obiekt jest zamknięty na czas prac konserwatorskich, które mogą potrwać jeszcze kilka lat.

Czy warto pojechać? Warto przy okazji. Czy warto pojechać tam specjalnie? Wydaje nam się, że nie. Naoglądaliśmy się pięknych, kolorowych zdjęć i mieliśmy nieco inne wyobrażenie o całości, która nas nieco rozczarowała. Jeśli zajrzycie w tamte strony, podjedzcie, bo chociaż raz warto, chociażby po to, żeby na własne zobaczyć podobno najpiękniejszą wieś w Polsce. 🙂

Promem przez Wisłę do Opatowca

Ruszyliśmy dalej, w kierunku Opatowca. Tutaj pierwsza niespodzianka, nawigacja poprowadziła nas przez przeprawę promową. Także, musicie pamiętać, żeby zabrać ze sobą piątaka, chociaż pan był tak miły, że pewnie i za darmo by przywiózł.

Sam Opatowiec był dla nas kolejną miłą niespodzianką, niepozorny, ale kryjący w sobie kilka ciekawych zabytków. Niegdyś będący miastem, obecnie jest wsią w województwie świętokrzyskim. Pierwsze wzmianki o Opatowcu pochodzą z XI w. W 1085 r. Judyta, żona Władysława Hermana nadała wieś opactwu benedyktynów z Tyńca. W 1271 r. książę Bolesław Wstydliwy nadał osadzie prawa miejskie na prośbę opata Modliboga. Opatowiec położony był na szlaku ze Śląska na Ruś Kijowską i w pobliżu przeprawy przez Wisłę, co sprzyjało szybkiemu rozwojowi handlu. Miasto podupadło po najeździe Szwedów. Zniszczony przez Szwedów Opatowiec w 1673 r. miał zaledwie 241 mieszkańców. W 1862 r. miasto miało zaledwie 67 domów i 459 mieszkańców. W 1869 r. Opatowiec utracił prawa miejskie.

Kościół świętego Jakuba Apostoła powstał około 1470 roku i nosił wezwanie świętego Jacka. Budowla posiadała wtedy murowane prezbiterium i drewnianą nawę. W 1. połowie XVII wieku kościół został gruntownie przebudowany w stylu barokowym, później raz jeszcze przebudowano go w XIX wieku.

Ostatnia część drogi wiodła nas przez miejscowość Słomniki w kierunku Katowic. Nawet przez moment nie żałowaliśmy, że wybraliśmy w ten dzień taką, a nie inną trasę. Nie tylko góry są piękne. Lewa!

Pełnia lata na małopolskiej wsi.

  • Wybieracie się na Podkarpacie? Zobaczcie też naszą relację z wypadu w Bieszczady. Szukaliśmy tam aniołów, ale chyba zapadły w jesienny sen. 🙂

Całkowity dystans: 93.67 km
Łączny czas: 04:48:56
Pobieranie
Całkowity dystans: 250.95 km
Łączny czas: 05:36:28
Pobieranie

Przeczytaj też:

Loading…

Comments 4

    1. Dziękujemy za polecenie naszych relacji 🙂 Mamy nadzieję, że będą pomocne w planowaniu trasy na dwa kółka 🙂 W Polsce tak dużo jest pięknych rejonów, że aż żal o nich nie pisać 🙂

    1. My tam na pewno będziemy chcieli wrócić, ale to zapewne w przyszłym roku, niestety do (podobno) do końca 2018 zagroda Felicji Curyłowej przechodzi remont, a to jest perełka, którą warto zobaczyć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Więcej w Piwnym szlakiem, małopolska, świętokrzyskie, podkarpackie, Rzeszów, Katowiece, Kraków, Opatowiec, Zalipie, Sztuka ludowa, Polska wieś
Piggy na trasie
Motocyklem przez Namysłów do Wrocławia – nie tylko A4!

Zamknij