Bielizna termoaktywna dla motocyklisty – nasze wrażenia

Bielizna termoaktywna dla motocyklisty –  ten temat był przez nas do tej pory zupełnie pomijany. Albo jej nie używaliśmy, bo przecież bawełniana koszulka też daje radę, albo używaliśmy najtańszych produktów, bo po co wydawać kasę, jeśli można zainwestować w paliwo i kolejne kilometry. Teraz, w związku z przygotowaniami do naszej wyprawy po obu Amerykach (wciąż wierzymy, że mimo Covida, to się uda!), zmieniliśmy nieco podejście i myślenie na bardziej minimalistyczne. Zamiast kilkunastu koszulek, jedna lub dwie – maksymalnie uniwersalne, wytrzymałe, żeby służyły przez dłuższy czas i nie zrujnowały naszego budżetu, bo z tym ostatnim to zawsze ciężka sprawa. Można by powiedzieć, że dojrzeliśmy do koszulek termoaktywnych. :))) I tak, po przekopaniu się przez różne fora podróżnicze, i motocyklowe, czytając komentarze i testy, zdecydowaliśmy się na komplet z merynosa produkowany przez polską firmę Brubeck, ale zacznijmy od początku.

Bielizna termoaktywna dla motocyklisty

Chroni przed chłodem albo chłodzi. Zlani potem w letnim słońcu Toskanii, czy też zmarznięci i przemoknięci w czasie wyprawy na Nordkapp, nie będziemy w pełni, z zadowoleniem, chłonęli otaczających nas przepięknych widoków. My, mając w najbliższej perspektywie wyjazd motocyklem na Islandię i Wyspy Owcze, w głównej mierze skupiliśmy się na zabezpieczeniu się przed chłodem i wiatrem. Chcieliśmy sprawdzić, czy bielizna termoaktywna faktycznie daje radę w surowszym klimacie i przy jeździe w temperaturach oscylujących w okolicy zera, a także, czy różnica będzie odczuwalna na tyle, że warto inwestować w kolejny zestaw, który zabralibyśmy na wyprawę dookoła obydwu Ameryk. Na pewno uzupełnimy nasz artykuł o wrażenia z użytkowania coolerów, ale jak na razie nie mieliśmy okazji ich używać, bo islandzkie lato w niczym nie przypomina polskiego. :)))

Co warto wiedzieć o bieliźnie termoaktywnej?

Na rynku dostępne są wersje z materiałów syntetycznych i naturalnych. Podobno obecne syntetyki dorównują naturalnym, aczkolwiek my od samego początku bardziej skłanialiśmy się do wełny merynosa, o której naczytaliśmy się wiele dobrego. Poza tym, natura serwuje zawsze najlepsze rozwiązania. :))) Nie mniej, zanim kupicie wełnianą bieliznę, warto sprawdzić, czy nie powoduje u Was reakcji uczuleniowej albo mega nieprzyjemnego swędzenia, jak to miało miejsce u naszego przyjaciela Tomka, który mimo szczerych chęci kupienia wełnianego kompletu, musiał zostać przy syntetykach. Mimo, że nie powinna uczulać, to czasami się zdarza.

Bielizna termoaktywna jest jak nasza druga skóra, zakłada się ją bezpośrednio na nasze ciało i jej głównym zadaniem jest utrzymywanie ciepłoty naszego organizmu i odprowadzanie potu, który prowadzi do wychładzania. Powinna być dopasowana do ciała, wygodna i bezszwowa, żeby uniknąć obtarć. Dodatkowo ma właściwości chłodzące lub grzejące, ale nie spodziewajcie się, że przy upałach 30-stopniowych założenie jakiejkolwiek koszulki spowoduje, że będziecie czuli przyjemny chłód, bo to po prostu tak nie działa.

W przypadku ciepłej bielizny, to też nie jest tak, że założycie i od razu możecie komfortowo śmigać w temperaturach oscylujących w granicach zera. Bielizna to taka podstawowa pierwsza warstwa, która często nie będzie wystarczająca, dlatego ważnym jest, żeby ubierać się na cebulkę. Przy niższych temperaturach druga warstwa będzie prawdopodobnie niezbęna i tutaj znowu wełna, ze względu na swoje właściwości, będzie najlepsza, ale zwykły polar też daje radę. My jeżdżąc po Islandii, w najchłodniejsze dni, zazwyczaj mieliśmy na sobie bieliznę termo z merynosa, cienki polar lub softshell i kurtkę, która stanowiła trzecią warstwę izolacyjną. Nasze kurtki są letnie, dlatego w najchłodniejsze dni, i najbardziej wietrzne, z pomocą przychodziła jeszcze przeciwdeszczówka, która szczelnie nas chroniła przed wiatrem i wilgotnym powietrzem, chociaż wedle wszystkich prawideł ostatnia warstwa powinna być oddychająca. Kurtka z Gore-texem załatwiłaby najpewniej sprawę, ale nie wymieniliśmy jeszcze naszych starych ciuchów, no i nie każdego na nie też stać. :))) Poza tym,  to tylko świadczy o tym, że podróżować można zawsze i wcale nie trzeba być ubranym w ciuchy z najwyższej półki z najlepszych dostępnych materiałów. :))) Podejrzewamy, że takie rozwiązanie – bielizna termo, druga warstwa i kurtka –  sprawdzi się u wszystkich, którzy wybierają się latem do Skandynawii lub na wschód np. w Himalaje, gdzie temperatura w wyższych partiach może być dużo niższa.

Dlaczego zdecydowaliśmy się na wełnę z merynosów?

Bo po prostu stawiamy bardziej na naturalne rozwiązania w tym przypadku. Poza tym, wiedząc w jakich warunkach żyją merynosy, właściwości ich wełny wydają się być w pełni zasadne. Przez wieki runo merynosów przystosowywało się do panujących dookoła ekstremalnych warunków. Podobno są w stanie znieść, z uśmiechem na pyszczkach, zakres temperatur od -20 do +35°C. Także wielki szacun dla tych futrzaków i nasze zaufanie do ich wełny. A poza tym, co wydaje nam się ważne dla motocyklistów:

  • Wełna z merynosów jest niezwykle lekka, a niska waga ma ogromne znaczenie przy wyprawach motocyklowych, tym bardziej, jeżeli czasami trzeba spakować na dwa kółka cały dom na kilka miesięcy lub lat.
  • My słysząc o wełnie, wyobrażaliśmy sobie drapiące, bure swetry, które kiedyś rodzice kazali nam nosić, bo ciepłe, bo ciocia zrobiła i wypada. Tymczasem, w rzeczywistości wełna merino jest bardzo mięciutka i przyjemna w dotyku, przynajmniej dla nas. :)))
  • Znakomicie pochłania wilgoć. Jak wiadomo, nawet w chłodniejsze dni potrafimy się spocić, a wełna merynosów potrafi pochłonąć ilość wilgoci stanowiącą do 35% jej masy. Nasze Brubecki utrzymywały skórę suchą, nawet po całodniowej jeździe i łażeniu. Chociaż nie chcemy niczego gwarantować, bo pewnie to też kwestia indywidualna.
  • Merino ma też świetne naturalne właściwości bakteriobójcze i co tu dużo mówić – po prostu nie śmierdzi. :))) Nawet po trzech dniach, bo czasami i tak bywało, można było założyć koszulkę następnego dnia rano bez większego obrzydzenia. :)))
  • Ponadto, jest przewiewna i schnie w trybie natychmiastowym – dosłownie. Przetestowane nawet w mokrym i wilgotnym islandzkim klimacie.
  • Grzeje w chłodniejsze dni lub chłodzi w cieplejsze, znakomicie utrzymując komfortową temperaturę ciała. I ważne jest tutaj, że im więcej merino w składzie, tym lepsza izolacja, więc teoretycznie lepiej.

Jakie są minusy wełny merino?

Merino jak każda wełna wymaga odpowiedniego traktowania podczas prania, dlatego nie zaleca się prania w wysokich temperaturach i silnych środkach piorących, ponieważ może się skurczyć i stracić swoje właściwości. Dla nas osobiście nie stanowi to jednak dużego problemu i nie powiedzielibyśmy, żeby to był jakiś duży minus merino, a już na pewno nie jest w stanie przysłonić wszystkich innych zalet.

Natomiast inna rzecz była dla nas dość upierdliwa, czego używając syntetyków nie zauważyliśmy. Nasze merynoski czepiały się każdego rzepa, których mało przy ciuchach motocyklowych nie jest i szybko się nam zmechaciły w tych miejscach, gdzie najczęściej czepiały się rzepów. Nie jest to również jakiś gigantyczny minus, aczkolwiek nieco irytujące było ich odrywanie. :)))

Dlaczego zdecydowaliśmy się na odzież od Brubeck?

Samą firmę polecili nam znajomi, którzy przejechali już całkiem sporo kilometrów, a my cenimy bardzo ich doświadczenie. Podróżowali na motocyklu, pisali bloga, dzielili się swoimi przeżyciami, zanim stało się to modne. :))) Pozdrawiamy i zapraszamy Was przy okazji na ich stronę LifeWeLove. Wracając jednak do tematu, to prócz podpytywania się znajomych, szperamy też sporo w sieci i gdziekolwiek by się nie zapytać o odzież termoaktywną dla motocyklistów (czy to FB, czy inne fora internetowe), tam nazwa Brubeck zawsze się pojawiała. Jeśli znajdowaliśmy jakieś negatywne komentarze, to w zasadzie wynikały one tylko z niezrozumienia samego działania odzieży termo. Jak wspominaliśmy, cudów nie ma, a sama koszulka nie spowoduje, że będziemy czuli chłód, kiedy właśnie przemierzamy Saharę. :)))

A co nas ostatecznie przekonało, prócz poleceń i pozytywnych opinii? Nie ukrywamy, że była to w dużej mierze przystępna cena, ale przede wszystkim fakt, że to to polska firma. Jeśli mamy wybierać z pośród kilku produktów w tej samej klasie, to jakoś zawsze wybieramy te rodzime. Czasami po prostu włącza się nam patriotyzm. :))) No i po tych przejechanych kilometrach, w różnych warunkach, możemy powiedzieć, dokonaliśmy świetnego wyboru. A może po prostu mieliśmy dobrego nosa. :)))

Gdzie testowaliśmy naszą odzież i jak długo?

Przejechaliśmy w tej bieliźnie cały sezon, niewiele jak na nas, bo około 15 tysięcy kilometrów, głównie w surowym klimacie wyspy lodu i ognia – na Islandii. W okresie letnim temperatury nie sięgały zenitu, ale potrafiły oscylować w okolicach 20 stopni, co jak na Islandię jest całkiem niezłym wynikiem i mieliśmy okazję uświadczyć jednego z najcieplejszych lat ostatnich dekad. Ale było tez jeżdżenie i spanie pod namiotem w momencie kiedy słupek rtęci w termometrze spadał do -5 stopni, wicher hulał niemiłosiernie, a deszcz padał poziomo. :))) Jadąc całą noc z Polski do Danii, większość drogi w deszczu, bo trzeba było dostać się na prom, byliśmy przeszczęśliwi, że mamy na sobie merino. Pomimo, że częściowo zmoknięci, bo coś mamy pecha do przeciekających przeciwdeszczówek, nie odczuwaliśmy aż tak bardzo skutków wychłodzenia. Koszulki świetnie trzymały ciepło ciała.

Nasz Brubeck przejechał z nami prawie całą wyspę lodu i ognia, obecnie czeka razem z nami na lato i możliwość kontynuowania naszej podróży po Islandii, następnie Wyspach Owczych, a na samym końcu, w tym jeszcze roku (jeśli Covid i obostrzenia pozwolą na swobodne podróżowanie), na 100% będzie nam towarzyszył podczas wyprawy przez obie Ameryki (o naszym MOTOHALIKU przeczytacie więcej tutaj). Zapewne na tę ostatnią eskapadę zaopatrzymy się także w cieplejszą wersję Merino Extreme i zestaw “coolerów”, i o nich również napiszemy dla Was nasze opinie, ale dopiero po odpowiednim ich przetestowaniu. A tutaj link do naszego aktualnego zestawu Merino ACTIVE, gdyby ktoś chciał więcej poczytać informacji dostarczanych przez producenta.

bielizna termoaktywna dla motocyklisty

Dlaczego w ogóle o tym piszemy? Bo widzieliśmy, że temat odzieży termo powraca regularnie, również i na naszej fejsbukowej grupie mototrasowej (link do grupy znajdziecie o tutaj) i po prostu chcieliśmy podzielić się naszymi wrażeniami, mając nadzieję, że chociaż odrobinę pomożemy Wam podczas wyboru. Firm produkujących odzież z merino, czy ogólnie termoaktywną, oczywiście jest dużo więcej, my piszemy tylko o tej, którą sami testowaliśmy, ale jeśli ktoś ma wciąż wątpliwości, to szczerze produkty z Brubecka polecamy – przystępne cenowo, jakościowo fajne i sprawdziły się u nas super.

Może Cię również zainteresować

Zostaw komentarz